Faktem jest, że jeśli od 12 godzin, które przyszło mi spędzić w Anglii, odjąłem czas przejazdu między Luton a Heathrow (ok. 1,5 godz. w jedną stronę) i czas oczekiwania na autobus oraz gdy uwzględniłem możliwe opóźnienia i konieczność zgłoszenia się do odprawy na 2 godz. przed odlotem, na spotting zostało mi raptem jakieś 5 godzin. Na szczęście Heathrow, w odróżnieniu od cichego lotniska w Klużu (kiedyś się zmuszę i o nim też napiszę), do spokojnych nie należy i nudzić się na nim nie sposób. Oczywiście w tym miejscu mógłbym zacząć opisywać maszynki, które latają na główne lotnisko w Londynie, ale chyba nie ma takiej potrzeby – w końcu wystarczy odwiedzić jakikolwiek lotniczy serwis fotograficzny lub stronę www lotniska, aby się dowiedzieć co można spotkać na Heathrow.
26 kwietnia rano i wczesnym popołudniem w użyciu były pasy 09R (starty) oraz 09L (lądowania). Biorąc pod uwagę fakt, iż chciałem zrobić jak najwięcej fotek przy możliwie ograniczonym przemieszczaniu się, udałem się na łączkę w pobliżu terminala nr 5 (dojazd z Heathrow Central darmowym pociągiem, a następnie jakieś 15 minut piechotą na drugą stronę szosy) znaną z wcześniejszych wizyt w Londynie. Wprawdzie na początku ciut pomyliłem drogę, co poskutkowało utratą szansy zrobienia fotki B747-400 Air New Zealand (@#%$&!!!), ale w końcu dotarłem na miejsce idąc wzdłuż Stanwell Moor Rd. Na miejscu, jak można się było tego spodziewać, było już kilku spotterów – zarówno lokalnych, jak i przyjezdnych. Rozłożywszy sprzęt przystąpiłem do zwykłej spotterskiej roboty (od czasu do czasu przerywanej gryzem kanapki świeżo przywiezionej z Rumunii). Wybrane efekty pięciogodzinnej działalności widać poniżej:





Kliknięcie na miniaturkę przekieruje do zdjęcia na jetphotos.net. Jeśli chcesz zobaczyć więcej moich fotek z Heathrow - kliknij tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz